Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiersze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 marca 2016

Krótka historia o tym jak Mistrz omija Cenzurę

I. Wiersz napisany przez Czesława Miłosza we Lwowie w 1939 roku. Wydrukowany w miejscowej prasie za zezwoleniem władz radzieckich i nagrodzony specjalną nagrodą Stalina

1. Runą w łunach, spłoną w pożarach
Krzyże Kościołów, krzyże ofiarne
I w bezpowrotnym zgubi się szlaku
Z Lechickiej ziemi Orzeł Polaków

2. O słońce jasne, wodzu Stalinie
Niech władza Twoja nigdy nie zginie
Niech jako orłów prowadzi z gniazda
Rosji i Kremla płonąca gwiazda

3. Na ziemskim globie flagi czerwone
Będą na chwałę grały jak dzwony
Czerwona Armia i wódz jej Stalin
Odwiecznych wrogów swoich obali

4. Zmienisz się rychło w wieku godzinie
Polsko, a twoje córy i syny
Wiara i każdy krzyż na mogile
U stóp nam legnie w prochu i pyle.


II. Zapytacie jak to możliwe, że Czesław Miłosz mógł napisać coś takiego? W takim razie czas na niespodziankę! Ten wiersz należy drukować i odczytywać w odpowiednim układzie (zademonstrowanym poniżej). Dzięki temu małemu "mykowi" utwór przybiera kompletnie inne znaczenie. Z pochwały Stalina zamienia się w jego obrazę. Zabieg ten pozwolił Miłoszowi przekazać swe prawdziwe poglądy, omijając przy tym cenzurę. Wiersz należy odczytywać w następujący sposób: pierwszy wers pierwszej zwrotki i pierwszy wers trzecie zwrotki, potem drugi wers pierwszej zwrotki i drugi wers trzeciej zwrotki itd.. Innymi słowy czytamy wersami z obu kolumn.



sobota, 1 listopada 2014


O stale obecnych

Mówiła że naprawdę można kochać umarłych 
bo właśnie oni są uparcie obecni 
nie zasypiają 
mają okrągły czas więc się nie spieszą 
spokojni ponieważ niczego nie wykończyli 
nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi 
nie połykają tak jak my przerażonego sensu 
nie udają ani lepszych ani gorszych 
nie wydajemy o nich tysiąca sądów 
zawsze ci sami jak olcha do końca zielona 
znają nawet prywatny adres Pana Boga 
nie deklamują miłości 
ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty 
nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć 
nie straszą pustka pełną erudycji 
nie łączą świętości z apetytem 
bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilkę 
przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem 
ocalili znacznie więcej niż duszę 

ks. Jan Twardowski

czwartek, 21 listopada 2013

Dom Dziecka?


Dom Dziecka

Trzydzieści par pantofelków filcowych

z wyszytym na środku kwiatem tulipana.
Trzydzieści fartuszków poplamionych sokiem
z czarnej porzeczki. Trzydzieści nieruchomych kotów
wyhaftowanych ściegiem płaskim.
Trzydzieści par wyciągniętych rączek
ale tylko po łyżki do zupy mlecznej.
Trzydzieści par oczu otwieranych we śnie
aby dojrzeć rodziców na wzgórzach cukierków.

Gdyby moja mamusia chciała
mogłaby być królową.
Ale musiała umrzeć
bo tatuś zamienił się w wilka.

Moja mamusia była chuda
i dlatego nie mogła mnie kochać.
Ale jak tylko będzie chuda mniej
to mnie kupi na zawsze.



Moja mamusia jest piękna. Mój tatuś jest piękny.
Moja mamusia jest bogata. Mogłaby kupić
Amerykę Północną i złoto. A tatuś
potrafi strzelać z prawdziwego karabinu.

Trzydzieści par nóżek
stoi przed nieczynną zwrotnicą
i oczekuje na wjazd
domu.
Ewa Lipska

środa, 6 listopada 2013

"ZADUSZKI"

W dniu Zaduszek,
W czas jesieni,
Odwiedzamy bliskich groby,
Zapalamy zasmuceni
Małe lampki – znak żałoby.

Światła cmentarz rozjaśniły,
Że aż łuna bije w dali,
Lecz i takie są mogiły,
Gdzie nikt lampki nie zapali.

Władysław Broniewski 


A oto moje halloween'owe ciasteczka : )


piątek, 11 października 2013

W ten słoneczny dzień

W ten słoneczny dzień, słuchając piosenki "Let her go" zastanawiam się jaki temat poruszyć w te piątkowe popołudnie. Cóż ważnego nadaje się na dziś? Co ciekawego przeżyłam? Korki, autobusy stojące w miejscu, a w nich masa złodziei, szkoła oceny nauczyciele, lektury i telewizja, czy mieści się w tym coś oryginalnego? Czy coś w tym schemacie wykracza poza granice szarej, nudnej codzienności? Owszem jest taki element, ale są to moje sny i marzenia (te faktycznie są niesamowicie wybujałe i rozbudowane ostatnimi dniami), ale to nie miejsce i nie czas na opowieści o nich. W takich sytuacjach oddaję się właśnie muzyce i mojemu skarbowi jakim są książki i ogółem literatura. Oczywiście powieści tu nie wkleję ale z przyjemnością podzielę się z Wami poezją, która równie skutecznie łamie monotonność tygodni.

"Drobne ogłoszenia"


KTOKOLWIEK wie, gdzie się podziewa
współczucie (wyobraźnia serca)
- niech daje znać! niech daje znać!
Na cały głos niech o tym śpiewa
i tańczy jakby stracił rozum
weseląc się pod wątłą brzozą,
której wciąż zbiera się na płacz.

UCZĘ milczenia
we wszystkich językach
metodą wpatrywania się
w gwiaździste niebo,
w żuchwy sinantropusa,
w paznokcie noworodka,
w plankton,
w płatek śniegu.

PRZYWRACAM do miłości.
Uwaga! Okazja!
Na zeszłorocznej trawie
w słońcu aż po gardła
leżycie, a wiatr tańczy
( zeszłoroczny ten
wodzirej waszych włosów)
Oferty pod : Sen

POTRZEBNA osoba
do opłakiwania
starców, którzy w przytułkach
umierają. Proszę
kandydować bez metryk
i pisemnych zgłoszeń.
Papiery będą darte
bez pokwitowania.

ZA OBIETNICE męża mojego,
który was zwodził kolorami
ludnego świata, gwarem jego
piosenką z okna, psem zza ściany:
że nigdy nie będziecie sami
w mroku i w ciszy i bez tchu
- odpowiadać nie mogę.
Noc, wdowa po Dniu.
Wisława Szymborska

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Dziadek

Być może ten post nie powinien zaistnieć, być może jest zbyt osobisty. Chcę tylko powiedzieć, że rozpoczął się najgorszy tydzień mojego dotychczasowego życia, dlatego pewnie zaniedbuje bloga. Egzaminy to pikuś w porównaniu z tym co na nie naszło. Bierzmowanie w ciągu egzaminów to wciąż mało. Nawet zapalenie uszu (obu) w tym samym czasie można przecierpieć. Ale fakt, że dziadek odszedł właśnie teraz kompletnie wywraca świat do góry nogami. Jak to jest, że wszystko to co miało być trudne okazało się być niczym w porównaniu z całością? Czy życie musi być zlepkiem niepowodzeń, plątaniną niepożądanych zdarzeń? Tak, wiedziałam, że to będzie ciężki rok, ale, że aż tak? Ach, Boże daj nam wszystkim siłę.
Czy można w ogóle jakoś rozsądnie i odpowiednio podejść do śmierci? Oczywiście, że nie! Wszyscy znamy te tradycyjne śpiewki - przeżył swoje; tam jest lepiej; tam jest dobrze, nie boli, nie cierpi; przyszła jego pora; on pozostaje w naszych sercach - ale i tak boli. Bo to zawsze boli, bez względu na to jak i kiedy, śmierć bliskiej osoby boli.
Kiedyś byłam wielką fanką sagi Zmierzch. Ta cała wampiro-mania, namiętność i pożądanie, zabójcza miłość to wszystko kiedyś brzmiało pięknie, dzisiaj dość tandetnie, ale jedno z taj sagi wyniosłam. Zdanie, które popierać będę zawsze "Śmierć jest spokojna, łatwa. Życie jest trudniejsze." Może sam moment oczekiwania na nią jest ciężki, ale gdy ona zabiera cię już, gdy dusza przekracza granicę otwiera się przed nią coś co było zbyt piękne i jasne dla pojęcia ludzkiego. Lub według niektórych jest to wieczny spokojny sen. Jakkolwiek tego nie nazwą, i jakkolwiek to nie wygląda, nie ma tam trudów ziemskiej tułaczki. My pozostajemy i my czujemy pustkę, stratę, my płaczemy, cierpimy... Och dziadku, oby to było prawdą. Śpij spokojnie.


O śmierci bez przesady
Nie zna się na żartach,
na gwiazdach, na mostach,
na tkactwie, na górnictwie, na uprawie roli,

na budowie okrętów i pieczeniu ciasta.

W nasze rozmowy o planach na jutro
wtrąca swoje ostatnie słowo
nie na temat.

Nie umie nawet tego,
co bezpośrednio łączy się z jej fachem:
ani grobu wykopać,
ani trumny sklecić,
ani sprzątnąć po sobie.

Zajęta zabijaniem,
robi to niezdarnie,
bez systemu i wprawy.
Jakby na każdym z nas uczyła się dopiero.

Tryumfy tryumfami,
ale ileż klęsk,

ciosów chybionych
i prób podejmowanych od nowa!



Czasami brak jej siły,
żeby strącić muchę z powietrza.
Z niejedną gąsienicą
przegrywa wyścig w pełzaniu.

Te wszystkie bulwy, strąki,
czułki, płetwy, tchawki,
pióra godowe i zimowa sierść
świadczą o zaległościach
w jej marudnej pracy.

Zła wola nie wystarcza
i nawet nasza pomoc w wojnach i przewrotach,
to, jak dotąd, za mało.


Serca stukają w jajkach.
Rosną szkielety niemowląt.
Nasiona dorabiają się dwóch pierwszych listków,
a często i wysokich drzew na horyzoncie.

Kto twierdzi, że jest wszechmocna,
sam jest żywym dowodem,
że wszechmocna nie jest.

Nie ma takiego życia,
które by choć przez chwilę
nie było nieśmiertelne.

Śmierć
zawsze o tę chwilę przybywa spóźniona.

Na próżno szarpie klamką
niewidzialnych drzwi.
Kto ile zdążył,
tego mu cofnąć nie może.


Wisława Szymborska


No i co zrobią te biedne wiejskie koty, gdy Dziadek już ich nie pogłaszcze?

piątek, 5 kwietnia 2013

13:13

Jest piątek (5 kwietnia 2013 rok), godzina 13:13 - kiedy zaczynam pisać. Mój brat w słuchawkach ogląda filmiki na swoim starym gracie. W telewizorze włączony TVN - leci "szpital" (powtórka wczorajszego odcinka). Kot śpi na parapecie. W okół mnie porozrzucane są zeszyty, w których gromadzę najważniejsze informacje, przydatne na egzamin gimnazjalny.

"Kot w pustym mieszkaniu"

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
Wisława Szymborska


czwartek, 29 listopada 2012

Moje motta, by żyło się lżej i kilka słów o dyskryminacji.

Moi kochani. Wiele dzieje się wokół mnie. Jestem świadkiem wzlotów i upadków. Na moich oczach koleżanka trafia do domu dziecka. Gdzie indziej psuje się małżeństwo, gdzie indziej pojawia się przemoc, dyskryminacja... Życie nie jest łatwe. O nie. Moje też nie jest proste. Ale Twardowski powiedział (w wierszu "Sprawiedliwość"): "Jest noc, żeby był dzień". I własnie moi kochani po to jest też cierpienie - żeby mogło istnieć szczęście. Bo gdyby nie było bólu nie byłoby i spokoju. Z kolei Szymborka mówi (w wierszu "Nic dwa razy"): "Czemu ty się zła godzino z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś - a więc musisz minąć. Miniesz - a więc to jest piękne." Dokładnie tak. Nic nie jest trwałe i wszystko przeminie, nawet największe cierpienie. To własnie moje życiowe motta.

Na wtorkowych zajęciach o dyskryminacji obejrzeliśmy film "Niebieskoocy". Byłam zaskoczona zachowaniem mojej klasy po obejrzeniu go. W najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Taki tam reportaż, godzinna ekranizacja o projekcie Jane Elliot przeplatana krótkimi wywiadami z nią, a jednak popchnęła moja klasę do ciszy i głębokich przemyśleń, szczerości. Ktoś powiedział: "Zacząłem się zastanawiać czy sam nie traktuję tak innych", a ktoś inny: "Pierwszy raz zrozumiałam z czym tak naprawdę mam do czynienia. Oglądałam wiele filmów na ten temat, ale tylko ten naprawdę do mnie dotarł", "Jestem wstrząśnięty, czuję współczucie", "Ostatnie słowa są najważniejsze".


kolejne części:
część II
część III
część IV
część V

wtorek, 6 listopada 2012

"Testament mój"



"TESTAMENT MÓJ"

Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami, 
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny, 
Dziś was rzucam i dalej idę w cień - z duchami - 
A jak gdyby tu szczęście było - idę smętny. 

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica 
Ani dla mojej lutni - ani dla imienia; - 
Imię moje tak przeszło jako błyskawica 
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia. 

Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie, 
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode; 
A póki okręt walczył - siedziałem na maszcie, 
A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę... 

Ale kiedyś - o smętnych losach zadumany 
Mojej biednej ojczyzny - przyzna, kto szlachetny, 
Że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany, 
Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny. 

Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą 
I biedne moje serce spalą w aloesie, 
I tej, która mi dała to serce, oddadzą - 
Tak się matkom wypłaca świat - gdy proch odniesie... 

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze 
I zapiją mój pogrzeb - oraz własną biedę; 
Jeżeli będę duchem - to się im pokaże, 
Jeśli mię Bóg uwolni od męki - nie przyjdę... 

Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei 
I przed narodem niosą oświaty kaganiec; 
A kiedy trzeba - na śmierć idą po kolei, 
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!... 

Co do mnie - ja zostawiam maleńką tu drużbę 
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne; 
Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę 
I zgodziłem się mieć tu - niepłakaną trumnę. 

Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi 
Iść... taką obojętność, jak ja, mieć dla świata? 
Być sternikiem duchami napełnionej łodzi, 
I tak cicho odlecieć - jak duch, gdy odlata? 

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna, 
Co mnie żywemu na nic... tylko czoło zdobi; 
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna, 
Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi. 
Juliusz Słowacki

Przeczytałam, moi Drodzy, "Kamienie na szaniec", gdzie powyższy wiersz odgrywa bardzo ważną rolę. Czekam jednak aż zaczniemy omawianie tej lektury w szkole i dopiero wtedy dodam na jej temat post. Być może dowiem się wtedy czegoś ciekawego bądź istotnego? Nie ma, więc po co się spieszyć. Żeby Was jednak porządnie i odpowiednio przygotować stworzyłam tą notkę.

PS: Jak ocenicie wprowadzone przeze mnie zmiany:
- strony - na górze bloga, między postami, a jego opisem;
- etykiety, czyli pogrupowane posty - w prawym pasku bloga;
- favikona, czyli ikonka bloga, znajdująca się na karcie (no tam na samej górze ;>) ?

sobota, 7 stycznia 2012

Wiersz na tydzień

Przepraszam że od dawna nie napisałam żadnego posta, ale moje przyzwyczajanie się do szkolnego biegu trwało powoli. Dalej się nie przyzwyczaiłam, ale że mamy weekend ...

Wczoraj było święto Trzech Króli, a także prawosławna Wigilia (dziś Boże Narodzenie). Wszystkim dużo dobrego i miłego. Katolikom przyjemnego weekendu a prawosławnym szczęśliwych i radosnych świąt!

WIERSZ
(w tym tygodniu recytowałam tren i dostałam 5, dlatego dodam go dziś jako cotygodniowy wiersz)

Jan Kochanowski
TREN VIII

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
     Moja droga Orszulo, tym zniknienim swoim.
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:
     Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.
Tyś za wszytki mówiła, za wszytki śpiewała,
     Wszytkiś w domu kąciki zawżdy pobiegała.
Nie dopuściłaś nigdy matce sie frasować
     Ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować,
To tego, to owego wdzięcznie obłapiając
     I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając.
Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu,
     Nie masz zabawki, nie masz rośmiać sie nikomu.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,
     A serce swej pociechy darmo upatruje.

wtorek, 13 grudnia 2011

Wiersz na tydzień (świąteczny)

Dziś skromnie, bo niestety nie mam czasu by się rozpisywać, a więc dziś tylko jeden wierszyk. Świąteczny, mam nadzieje, że może być : D


Gwiazda
Świeciła gwiazda na niebie
srebrna i staroświecka.
Świeciła wigilijnie,
każdy ją zna od dziecka.
Zwisały z niej z wysoka
długie, błyszczące promienie,
a każdy promień – to było
jedno świąteczne życzenie.
I przyszli – nie magowie
już trochę podstarzali –
lecz wiejscy kolędnicy,
zwyczajni chłopcy mali.'

Chwycili w garść promienie,
trzymając z całej siły.
I teraz w tym rzecz cała,
by się życzenia spełniły.
Leopold Staff

niedziela, 4 grudnia 2011

Wiersz na tydzień (Mikołajki)

Choć na pewno to wszystko są baje.
takie, wiecie, beje baju - baju,
to jednakże tak coś mi się zdaje,
że przyjemnie wierzyć w Mikołajów.
Świat się nimi co roku zaludnia
o północy dnia szóstego grudnia.


Nie wiadomo dotychczas dokładnie,
gdzie Mikołaj przez cały rok żyje.
Chyba w szafach, komodach gdzieś na dnie
przed ludzkimi oczami się kryje.
Kto ma szczęście, ten na dnie komody
ujrzy czasem strzępek siwej brody.


Bo tak samo dziś, jak i przed laty.
utrzymuje się w modzie ta moda,
że Mikołaj być musi - brodaty
i że biała być musi ta broda.
Białe brody nie lecą im z nieba,
dużo waty na brody potrzeba.


Co do worka natomiast, to worek,
w którym się wszędzie mieszczą podarki
jak powiedział Mikołaj Gawronek -
najprzedniejszej powinien być marki.
A znów według Mikołaja Trepszy,
taki worek im większy, tym lepszy.


W waszych oczach pytanie się czai:
co to znowu za dziwne nazwiska?
Otóż z różnych sławnych Mikołaji,
tych dwóch znałam, że tak powiem, z bliska.
Odwiedzali mnie w dzieciństwie stale,
co do dzisiaj jeszcze sobie chwalę.


Pozostałaby nam na ostatek
jeszcze sprawa tych rózeg... tych witek...
Ale mam nadzieję, proszę dziatek,
że w tym roku nie będą użyte.
Zresztą, po co tu o tym gadamy,
to zależy przecież od was samych.


No, a kiedy odejdzie Mikołaj,
ten pan z brodą, ta figura z bajek,
to nie wzywaj go, nie płacz, nie wołaj,
daj powrócić mu do Mikołajek...
Bo najlepiej jest im w Mikołajkach,
chociaż może to też tylko bajka.


wtorek, 29 listopada 2011

Wiersz na tydzień (świąteczne)

Dziś na obecny tydzień napiszę 3 wiersze świąteczne. 3 - bo nie mogłam się zdecydować na jeden.



W Dzień Bożego Narodzenia

Wszystko jest, jak przed rokiem:
na szybach srebrne kwiaty
i ten sam obraz w ramach okien;
świat biały, jak opłatek...

Będzie wilia! - Uśmiechną się ludzie,
do świątecznej zasiądą wieczerzy -
błogosławiony grudzień!...
"W żłobie leży - któż pobieży..."

Pomyśl: na cudzej ziemi wśród obcych,
tacy jak ty młodzi chłopcy
i małe dziewczęta
zaśpiewają tę samą kolędę.

Pamiętaj: będą
ludzie smutni, opuszczeni,
niepotrzebni nikomu -
i nikt z nimi słowa nie zamieni,
nie zaprosi do swego domu...

Weź do ręki biały opłatek,
choćbyś nawet nie miał go z kim dzielić -
i życz szczęścia całemu światu;
niech się wszystkie serca rozweselą!...

Zdzisław Kunstman

Modlitwa Wigilijna


Maryjo czysta, błogosław tej,
Co w miłosierdzie nie wierzy.
Niech jasna twoja strudzona dłoń
Smutki jej wszystkie uśmierzy.
Pod twoją ręką niechaj płacze lżej.


Na wigilijny ześlij jej stół
Zielone drzewko magiczne,
Niech, gdy go dotknie, słyszy gwar pszczół,
Niech jabłka sypią się śliczne.
A zamiast świec daj gwiazdę mroźnych pól.


Przyprowadź blisko pochód białych gór,
Niechaj w jej okno świecą.
Astrologowie z Chaldei, z Ur,
Pamięć złych lat niech uleczą.
Zmarli poeci niechaj dotkną strun
Samotnej zanucą kolędę.
Cz. Miłosz

 ???
Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w żadnej gospodzie
I narodziłeś się Jezu, w stajni, w ubóstwie i chłodzie
Nie było miejsca choć zszedłeś, jako Zbawiciel na ziemię
By wyrwać z czarta niewoli, nieszczęsne Adama plemię.

Nie było miejsca choć chciałeś, ludzkość przytulić do łona
I podać z krzyża grzesznikom, Zbawcze, skrwawione ramiona
Nie było miejsca choć zszedłeś, ogień miłości zapalić
I przez swą mękę najdroższą, świat od zagłady ocalić.

Gdy liszki mają swe jamy, i ptaszki swoje gniazdeczka
Dla Ciebie brakło gospody, Tyś musiał szukać żłóbeczka
A dzisiaj czemu wśród ludzi, tyle łez, jęku, katuszy
Bo nie ma miejsca dla Ciebie, w niejednej człowieczej duszy.
?...

niedziela, 20 listopada 2011

Wiersz na tydzień

Miłość

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.

Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie czemu  służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.
 
Czesław Miłosz 
 
PS: Zapraszam do komentowania oraz zgłaszania swoich 
propozycji dotyczących cotygodniowych wierszy (tytuły, autorzy, tematyka)

piątek, 18 listopada 2011

Wiersz na tydzień.

Od tej pory postaram się by dodawać po jednym wierszu na tydzień. Będę to robiła w niedziele lub poniedziałki ...
Wiersz na ten tydzień (opóźniony, ale zawsze...):


Brzechwa Jan - Doba

Dwadzieścia cztery smutki,
To zwykła nasza doba,
I dzień jest nie za krótki,
I noc się nam podoba.

Deszcz pada nieustanny,

I nudny, i nużący,
Za oknem chodzą panny,
Smucące się niechcący.

Za oknem wieczór spływa

Po dachach i po rynnach,
I ciemność odpoczywa
Bezpieczna i bezczynna.

Usiądę sam za stołem,

Zamyślę się wieczyście
O życiu niewesołym,
Przez które ze mną szliście.

O naszym 
domu niskim
I o wysokim niebie,
O wszystkich i o wszystkim,
I za was, i za siebie.

Dwadzieścia cztery smutki,

To zwykła nasza doba,
I dzień jest nie za krótki,
I noc się nam podoba.


piątek, 21 października 2011

Dwa wiersze

Chcę się z wami podzielić dwoma ślicznymi, ciekawymi wierszami dwojga sławnych poetów. Oto one:

Nie kocham jeszcze, a już mi jest drogi,
Nie kocham jeszcze, a już drżę i płonę
I duszę pełną o niego mam trwogi
I myśli moje już tam, w jego progi
Lecą stęsknione...
I ponad dachem jego się trzepocą
Miesięczną nocą...

Nie kocham jeszcze, a ranki już moje
O snach mych dziwnie wstają zadumane,
Już chodzą za mną jakieś niepokoje,
Już czegoś pragnę i czegoś się boję
W noce niespane...
I już na ustach noszę ślad płomienia
Jego imienia.

Nie kocham jeszcze, a już mi się zdaje,
Że nam gdzieś lecieć, rozpłynąć się trzeba,
W jakieś czarowne dziedziny i kraje...
Już mi się marzą słowicze wyraje
Do tego nieba,
Które gdzieś czeka, aż nas ukołysze
W błękitną ciszę.


- Maria Konopnicka







Życie?

Rozprężę szeroko ramiona,
Nabiorę w płuca porannego wiewu,
W ziemię się skłonię błękitnemu niebu
I krzyknę, radośnie krzyknę:
- Jakie to szczęście, że krew jest czerwona!

Julian Tuwim 1918r.