Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 kwietnia 2018

AVENGERS (wojna) BEZ GRANIC

!UWAGA SPOILERY!
Tytuł jest tutaj nie bez znaczenia, bo jak już się pewnie przekonaliście, ta część Marvel'a łamie niemal wszystkie granice Avangers'ów.

PO PIERWSZE MINUSY
Jedyna niezmienna rzecz to faktycznie soundtrack, który nie zapada w pamięci i jest dość nijaki, to znaczy przez cały film przebrzmiewa w sumie jedna charakterystyczna linia melodyczna, będące muzyczną etykietką serii. Jednak (choć rola muzyki w filmie jest dla mnie ważna) to w tym przypadku mi akurat to zupełnie nie przeszkadzało. Film pod każdym innym względem wywarł na mnie tak duże wrażenie, że w moim umyśle i tak nie było już chyba miejsca na muzykę ;)

PO DRUGIE PLUSY
PRAWIE-GŁÓWNI-BOHATEROWIE
Przeczytacie to w każdej recenzji tego filmu, więc tylko krótko powtórzę: podzielenie bohaterów na podgrupy dało na prawdę dobry efekt, choć na początku czułam niedosyt i czekałam na konfrontację Ironman'a z Kapitanem Ameryką albo na choćby całkowite włączenie Strażników Galaktyki do grupy Avengers to ostatecznie nie czuję pod tym względem niedosytu. Trzeba przyznać rację - to oglądało się dobrze. Było bardzo dużo  pretendentów do roli głównych bohaterów a w rezultacie wszyscy byli sobie równi. Ich czas antenowy został idealnie wyważony. Oczywiście nie każdy pojawiał się na ekranie dokładnie tyle samo czasu, ale każdy miał tak mocno zabawne bądź emocjonujące kwestie, że choć może patrzyliśmy na niego krótko, to w pamięci został na długo. Spójrzcie choćby na scenę, gdzie Natasha i Bruce spotykają się po latach. Dla fanów serii, którzy pamiętają ich nieszczęśliwy romans, wystarczy nawet to krótkie spojrzenie, mówiące więcej niż tysiące słów. Tak samo jak, z drugiej strony, konfrontacja Star Lorda i Thora, w której to Star Lord daje nam skompresowaną aczkolwiek pełną wizytówkę charakteru swojej postaci. I o to tu chodzi. Nie ma niedosytu ani przesytu. Idealna równowaga tak ciężka do osiągnięcia w filmach "wielobohaterowych".

GŁÓWNY BOHATER I CAŁA HISTORIA
I tutaj zaskoczenie ale główną rolę w filmie przejął właściwie czarny charakter. Chociaż na początku w filmie co chwilę wydaje nam się, że coraz to inny Superbohater będzie najważniejszy i odegra kluczową rolę (bo najpierw są Thor i Tony, potem ważni stają się właściciele kamieni Dr. Strange i Vision, potem znowu pojawia się Kapitan Ameryka, a w końcu jakże istotna w sprawie Gamora, no i ogarnięty rządzą zemsty Star Lord). Na koniec okazuje się jednak, że najważniejsza i najbardziej szczegółowo pokazana została tu postać Thanosa, który nie jest potworem chcącym unicestwić albo podbić świat, bo tak i już, bo takie ma widzimisię. On ma naprawdę szczegółowy i ciekawy rys psychologiczny. To postać, która kieruje się pewną ideologią i to wcale nie taką głupią. Ta ideologia jest naprawdę sensowna i, choć to może przeraża, ale ona do mnie przemawia. On nie chce zabić całej ludzkości a tylko jej połowę i to jeszcze "sprawiedliwie", bo przecież losowo. Właściwie to nawet nie chce być okrutny, chce to zrobić możliwie najdelikatniej i bezboleśnie. Po to właśnie szuka kamieni, by móc zrobić to szybko, delikatnie i sprawiedliwie. Nie ma tutaj na celu swojego osobistego dobra, wręcz przeciwnie traktuje to nawet jak poświęcenie dla dobra świata. Ludzkość wyniszcza sama siebie oraz świat który bezwzględnie eksploatuje. Wszystkie planety są przeludnione, a co za tym idzie, wszędzie szerzy się bieda, głód i przestępczość. Bogaci się bogacą a biedni biedują. Coraz bardziej. Koło się zamyka i nie ma na to żadnej dobrej rady. Czy nie jest to w sumie dość rzeczywista wizja w dzisiejszych czasach? Jest to właściwie prawda. Przeludnienia i nadmierna eksploatacja świata to coś co naprawdę dotyka ludzkość. I Thanos widzi tutaj rozwiązanie. Zresetować świat. Zrobić coś na kształt historii o arce Noego. Losowo zabić połowę świata i zacząć od nowa. Bardzo podoba mi się scena, w której Gamora zarzuca Thanos'owi że przecież on nie wie czy to jest jedyne słuszne wyjście, a Thanos (jakże przekonująco) odpowiada "Ja jedyny to wiem".
Thanos naprawdę ma jakąś ideologię. On myśli, kocha a nawet cierpi. Choć jego pomysł jest potworny i przerażający, chociaż jest to czarny charakter, który mimo wszystko jest jednak seryjnym mordercą to wciąż umie wzbudzić w widzu refleksję i coś na kształt... współczucia?
Ustaliliśmy - Thanos to doskonała postać. A sama historia? Czy do mnie przemawia? Tak, jak najbardziej tak! Rozszerzenie tak rzeczywistego, dzisiejszego tematu i przeniesienie go do komiksowego uniwersum oraz do całego wszechświata było według mnie naprawdę przemyślanym i udanym zabiegiem.

NO I OCZYWIŚCIE ZAKOŃCZENIE - MEGA SPOILER!
Powiem tak, choć cieszymy się wszyscy że twórcy tego filmu byli na tyle odważni by zrewolucjonizować trochę Hollywood i pokazać złe, smutne, fatalne zakończenie, to ja jednak podziwiam ich głównie za to, że byli na tyle odważni by narazić się wszystkim tym widzom i fanom, którzy śmiali się niemal cały film, a na koniec wyszli źli i zapłakani. Zabijamy połowę bohaterów i zamykamy kilka oddzielnych serii, jak magiczny Dr. Strange, czy choćby Strażnicy Galaktycy. Okej zakończenie było mocne i odważne. Oryginalne i niebanalne. CHAPEAU BAS!
Ale szczerze? Szczerze to chyba bym udusiła tego który stwierdził że fajnie będzie gdy młodziutki Peter, ściskając swojego Avengers'owego ojca i łykając ostatnie tchnienie, powie, że nie chce umierać. Przecież to Marvel! Kino akcji i Sci-Fi. A ja się tam czułam jak na jednym z bardziej przejmujących dramatów! Wstyd mi było tak to przeżywać, ale... no cóż, przeżywałam. A jeszcze 5 minut wcześniej myślałam, że scena w której Scarlet Witch zabija swojego ukochanego dla dobra ludzkości, to będzie ta scena która utkwi w mojej pamięci na długo i wywoła w tym filmie największe łzy. A jednak coś ją przebiło... Ach no i jeszcze do końca nieodżałowany przeze mnie Loki!
Kurczę. Ale przecież oni wszyscy muszą jakoś wrócić, nie? Przecież Dr. Strange widział przyszłość i miał jakiś plan? Przecież to się nie może tak skończyć! Prawda? Prawda?!
Dość tego bo znowu nie zasnę!

PODSUMOWANIE
- Łatwo jest zrobić zachęcający plakat, na którym jest masa bohaterów. To faktycznie łapie i przyciąga. Wspaniała promocja. Trudniej jednak nakręcić potem taki film, by mimo tych wszystkich postaci, każdy widz wyszedł usatysfakcjonowany i nie czuł niedosytu.
- Łatwo jest też wymyślić nierealną bajkową historię, a trudno jest zrobić wciąż bajkową historię, ale jednak opartą, na współczesnym problemie globalnym.
- Łatwo było robić zabawnych bądź odrażających bohaterów o dość prostym rysie psychologicznym i jeszcze prostszym celu i jego motywacji. Trudniej było napisać, narysować i odegrać Thanosa.
- Łatwo byłoby zrobić szczęśliwe zakończenie, trudniej... sami już wiecie.

"Avangers. Wojna bez granic" to film który faktycznie łamie wszystkie granice. To film, który mogłabym nazwać bajką, a mimo to nie mogłam o nim zapomnieć przez całą noc po seansie. To film niebanalny, przejmujący i wyjątkowy. Było w nim wiele scen w których śmiałam się w głos i równie wiele scen w których ściskałam rękę mojego chłopaka tak mocno, że nie wiem czy nie połamałam mu palców.
Uważam, że świetny film to taki (który bez względu na gatunek) umie bawić i wzruszać. Genialny to ten, na którym niemal cały czas płaczesz, ze śmiechu i wzruszenia na przemian (a potem oczywiście nie śpisz całą noc, bo jesteś pod tak dużym wrażeniem). A skoro "Avengers. Wojna bez granic" to kryterium niewątpliwie spełniło to śmiem twierdzić iż jest to film świetny a nawet genialny. 


SERDECZNIE POLECAM!


środa, 24 czerwca 2015

Za wszelką cenę, przez krew, pot i łzy... dosłownie.

"Whiplash"

tytuł: Whiplash
gatunek: Dramat, Muzyczny
reżyseria: Damien Chazelle
scenariusz: Damien Chazelle
produkcja: USA

O filmie:
Młody i początkujący perkusista Andrew jest uczniem konserwatorium muzycznego na Manhattanie. Pewnego dnia zostaje zauważony przez najlepszego i jednocześnie najsurowszego nauczyciela Terrence'a Fletchera. Dołącza do jego zespołu jazzowego, by realizować swoje marzenia i dążyć do doskonałości.  Fletcher okazuje się być wyjątkowo okrutnym i bezwzględnym człowiekiem. Poniża, krzyczy, a nawet bije swych uczniów i rzuca w nich przedmiotami. Uważa, że tylko w ten sposób może wzbudzić w nich determinację. Andrew nie poddaje się i pod szatańską presją walczy o uznanie nauczyciela. Robi to za wszelką cenę, kosztem swego zdrowia i człowieczeństwa. Krew, pot i łzy przestają być przenośnią, a stają się stałym kolorem rzuconym na przeklęty instrument. 

Moim zdaniem:
Już od pierwszych scen filmu jesteśmy wręcz zaatakowani hałasem perkusji. Ten chaotyczny łomot bardzo szybko zamienia się jednak w fantastyczną melodię. Wspaniała jazzowa muzyka zaczyna wbrew oczekiwaniom koić nasze nerwy i doskonale wprowadzać nas w świat i nastroje głównego bohatera. To głośne i mocne brzmienie zaczarowało nawet widza z silną migreną. Film z minuty na minutę coraz bardziej potęguje emocje. W kulminacyjnym punkcie widz jest już całkowicie zahipnotyzowany i zirytowany. I z takimi emocjami śledzi tą historię do ostatniej litery końcowych napisów.

"Whiplash" to fantastyczny film o zawziętości, determinacji, ambicji, dążeniu do celu. Ostatnia scena pozostawia na naszych ustach niewypowiedziane pytanie "czy warto"? I chyba nikt nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Szybko, za to, nasuwają się kolejne wątpliwości. Czy są granice? Czy doskonałość w ogóle może mieć jakieś ograniczenia? 

Serdecznie polecam to niesamowite i niebanalne połączenie hipnotyzującej muzyki, przerażającego dreszczowca, psychologicznej odysei i wzruszającego dramatu.



PS Powyższy zwiastun jest bardzo dobrą i godną zapowiedzią filmu.

sobota, 9 maja 2015

O przebaczeniu

"Sędzia"
tytuł: "Sędzia"
reżyseria: David Dobkin
scenariusz: Nick Schenk, Bill Dubuque
gatunek: Dramat
produkcja: USA

O filmie:
Hank Palmer (Robert Downey Jr.) - adwokat odnoszący sukcesy, na wieść o śmierci matki wraca do rodzinnej miejscowości na jej pogrzeb. Spotyka tam dwóch braci i ojca (Robert Duvall), o którego istnieniu wolałby zapomnieć. Bolesne rany z młodości szybko zostają rozdrapane. Nieoczekiwanie głowa rodziny, od lat sprawująca rolę szanowanego sędziego, zostaje oskarżona o morderstwo. Hank musi zachować się jak dojrzały dorosły, odrzucić urazy i pomóc rodzinie. Sąd staje się raptem miejscem terapii rodzinnej. Czy czas faktycznie leczy rany? Czy może tylko je zabliźnia, w taki sposób, by na zawsze pozostał po nich ślad? Ślad nie do zamazania...

Według mnie:
Hank Palmer - adwokat, człowiek sukcesu, nieempatyczny arogant, przystojny, bogaty... Nie przejmuje się przewinieniami swoich klientów, tylko tym czy wygra ich sprawy. Sam określa to krótko: "niewinnych na mnie nie stać". Czy ten opis brzmi znajomo? Przypomina nam pewnie trochę charyzmatycznego i pewnego siebie playboya - Tonego Starka z Iron Mana. Robert Downey Jr. znów odgrywa przed nami tą fantastyczną rolę, jednak tym razem w lekko innej odsłonie. I muszę Wam powiedzieć, że smakuje to nieźle. 

Tak więc nasz heros musi się zmierzyć z apodyktycznym ojcem i demonami przeszłości. Nie jest to proste. Skłóceni mężczyźni raptem muszą stanąć po tej samej stronie, a Sędzia musi zdać się na syna. Za pomocą tej niemal kryminalnej otoczki ukazany jest prawdziwy rodzinny dramat i coś czego nie da się uniknąć - starość. Sędzia wiele już przeżył i jest schorowany. Mimo swego ostrego charakteru z dnia na dzień staje się coraz bardziej niedołężny i zależny. Hank mimo wielkiej urazy, musi schować dumę do kieszeni i zaopiekować się ojcem. Czas odłożyć swój honor, by ratować ten ojca. Szczęśliwe zakończenie to takie w którym rodzina się jedna, a oskarżony zostaje uniewinniony. Jednak ta historia nie jest banalna. O pojednanie nie tak łatwo, a zarzuty są poważne. Bardzo realistyczny, niebanalny film o tym jak żart miesza się ze wzruszeniem, a nienawiść z miłością. O tym czym są więzi rodzinne, a czym więzy krwi. Ale przede wszystkim jest to piękna opowieść o przebaczeniu.





niedziela, 5 października 2014

Dziwny świat


tytuł: "Miasto 44"
gatunek: Dramat wojenny
produkcja: Polska
reżyseria i scenariusz: Jan Komasa


O filmie:
Miasto 44 to współczesne, nowoczesne, udoskonalone technicznie spojrzenie na odległe o raptem 70 lat powstanie warszawskie. Spojrzenie oczami dwojga kochanków. Czy miłość przetrwa? Czy przetrwa życie?

Moim zdaniem:

Po pierwsze klimat filmu idealnie oddaje cala płyta Lao Che, którą proponuję teraz włączyć oraz w ciszy i skupieniu przesłuchać. LINK

Komasa fantastycznie wykorzystał udogodnienia obecnych czasów by przybliżyć nam ogrom owej tragedii. Perfekcyjnie połączył muzykę i efekty. Jest to zdecydowanie perełka wśród kinowych pozycji. Jeśli zaś chodzi o fabułę, to o filmie krążą plotki iż jest on bardzo teledyskowy i pusty. Można spotkać się z opiniami, że produkcja jest bardzo przerysowana i zupełnie nic nie wnosi, żadnego przesłania. Czyżby? Przecież efekty spisują się na medal przyciągając widownie. Poza tym odkąd obejrzałam ten film myślę tylko o tym jak duże było cierpienie powstańców. Ale nie jest to ta przelotna myśl typu "współczuję im", "pomodlę się za nich", "odeszli w dobrej sprawie", "dobrze, że nie mnie to dotknęło". Oglądając ten film uświadomiłam sobie, że życie nie jest czarno białe. Nigdy nie jest całkiem dobrze, ani całkiem źle i nie ma ludzi, czy narodów złych i dobrych. Na razie jesteśmy wolni. Ale tak niedaleko nas rozlewa się krew... Człowiek jest zaś zbyt złożony, by skupić się na jednej ścieżce. Tak jak w życiu, tak i w filmie przeplatają się miłość z nienawiścią, przerażenie z wolą walki, desperacja z odwagą. Czy człowiek ma w sobie tyle siły by się nie poddawać, mimo że jest świadkiem śmierci (nawet swoich ukochanych)? Czy do widoku krwi można się przyzwyczaić? I właściwie czy warto jest walczyć o swoje życie mimo iż wszystko co kochaliśmy już nie istnieje? Ten film na pewno pokaże każdemu jak wiele warte jest ludzkie życie i jak delikatne ono jest. Jak łatwo je stracić, bądź komuś odebrać i jednocześnie ile to samo życie może znaczyć dla kogoś innego.

Ach. Świat jest dziwny. Ale dziwniejsze jest to jak bardzo może "człowiekiem gardzić człowiek".



PS: Dwie sceny które mną najbardziej wstrząsnęły to po pierwsze moment gdy mały braciszek błaga swego starszego brata by ten go nie opuszczał, po drugie wypowiedź chłopca który umierał w dniu swoich 19 urodzin! Dlatego po obejrzeniu tego filmu tak bardzo przypomniała mi się myśl pewnego poety... "a kiedy trzeba na śmierć idą po kolei". Pamiętacie?

czwartek, 21 sierpnia 2014

Pasją przez życie

"PODRÓŻ NA STO STÓP"

tytuł: Podróż na sto stóp
gatunek: dramat, melodramat
produkcja: Indie, USA, Zjednoczone Emiraty Arabskie
reżyseria: Lasse Hallström
scenariusz: Steven Knight

O filmie:
Pewna hinduska rodzina pod wpływem dramatycznych zdarzeń opuszcza swój dom i wyrusza w podróż po Europie. Chcą zacząć nowe życie, znaleźć inspiracje oraz miejsce, gdzie mogliby założyć restaurację i rozpowszechnić ojczystą kuchnię. W wyniku zrządzenia losu, wierząc w pomoce z zaświatów, ociec - głowa rodziny, kupuje posiadłość we Francji - europejskiej stolicy wyjątkowej kuchni. Wraz ze swoim przybyciem rodzina robi niezłe zamieszanie. Tuż za ulicą, w odległości stu stóp znajduje się droga restauracja walcząca o drugą gwiazdkę Michelin. Konkurencja nie cieszy oczu jej właścicielki. Czy rodzinie uda się wprowadzić nowy jadłospis w zatwardziałe serca Francuzów? A może Francuzi i Hindusi przekroczą próg stu stóp i połącza swe siły? I jak w tym wszystkim odnajdzie się główny bohater - urodzony kucharz eksplodujący niespotykanym talentem - Hassan?

Według mnie:
To wspaniała opowieść. Poprzez temat jedzenia autorzy poruszają tak wiele ponadczasowych tematów. Wśród intensywnych kolorów widzimy piękną przemianę nienawiści w przyjaźń, wrogości w zainteresowanie. Wśród wyobrażonych zapachów dostrzegamy miłość młodych ludzi (skomplikowaną, intrygującą i pełną namiętności) oraz miłość osób w podeszłym wieku (nieśmiałą, niepewną, delikatną). Wśród smaków odczuwalnych zmysłem wzroku oglądamy dorastanie dzieci, ich usamodzielnianie się i odejście z domu rodzinnego, pożegnania i rozstania.

To film o pasji, która przeplata się przez każdy etap naszego życia, w ten sposób nadając mu barw i... smaku.

Oglądając ten film każdy pragnie pogłębić swoje umiejętności, rozwinąć pasje i stworzyć własną piękną, kolorową i niepowtarzalną ścieżkę życia.

Nie bez kozery niektórzy nazwali tą produkcję kinem konesera - trzeba dużej pokory by dostrzec piękno w przewrotności życia, albo można po prostu obejrzeć ten film.

Życie jest jak szlaczek dla przedszkolaka, malowany kredką - trudne i skomplikowane, pełne zakrętów i "wyjść za linię", ale to od nas zależy jaki będzie miało kolor!

Całuję i życzę miłej końcówki wakacji (spędzonej, np. w kinie ;). )



niedziela, 8 czerwca 2014

Między dobrem a złem




tytuł: "Czarownica"
gatunek: Familijny, Fantasy
produkcja: USA
reżyseria: Robert Stromberg
scenariusz: Linda Woolverton

O filmie:
Jest to adaptacja słynnej baśni o śpiącej królewnie. Ta historia skupia się jednak na postaci Czarownicy - Diaboliny. Młoda jeszcze dziewczynka o czystym, radosnym, kochającym sercu przeżywa ogromny zawód miłosny i rozczarowanie. Ukochany wykorzystuje jej niewinne uczucie i kradnie jej największy skarb, rani ją dogłębnie owładnięty ludzką zachłannością i żądzą władzy. Rozpacz Diaboliny przeradza się w nienawiść. Nigdy do tej pory nie poznała takiego okrucieństwa. Rzuca klątwę na córkę nowego króla: w dniu szesnastych urodzin młodą Aurora ukuje się w palec igłą wrzeciona i zaśnie snem wiecznym. Zbudzić będzie mogła ją tylko prawdziwa, szczera miłość...

Według mnie:
Film na samym początku zaskakuje nas ogromnie jasną, pastelową kolorystyką. Jest wręcz mdło. Piękne różowe wróżki, elfy i inne bajeczne stworki. W momencie zawodu Diaboliny ich miejsce zastępują potwory rodem z "Hobbita". Chodzące drzewa i korzenne smoki. Robi się czarno i ponuro. Myślę, że jest to po prostu kontrast między dobrem, a złem, radością a rozpaczą. Autorzy tych zdjęć pokazują nam jak bardzo od humoru zależy nasza własna, osobista wizja świata. Jest on dokładnie takim jakim go widzimy. Gdy jesteśmy źli eliminujemy kolory. Wszystko jest szare, brzydkie i ponure. Gdy odnajdujemy szczęście świat zaczyna lśnić. Tak właśnie wraz z humorem Diaboliny zmienia się jej magiczna kraina.

Co jednak jest głównym przesłaniem filmu?
To nie młody książę ratuje Aurorę, ani jej opętany ojciec, ani jej wróżki opiekunki. Zdradzę w tej chwili część zakończenia, ale to sedno sprawy. To Diabolina. 

Film wreszcie pokazuje nam inne spojrzenie na miłość. Przez te wszystkie piękne baśnie braci Grimm i Disney'a w świadomości ludzkiej ukształtowało się skojarzenie miłości z uczuciem damsko-męskim. Gdy człowiek (szczególnie z coraz młodszych pokoleń) słyszy słowo "miłość" pierwsza nachodząca go myśl dotyczy relacji seksualnej, uczucia między parą. W odstawkę odchodzi miłość Chrystusowa, czyli miłość do bliźniego. Uczuciem tym możemy przecież darzyć każdego, bez względu na płeć, czy rolę w naszym życiu. Jakie by to było banalne, gdyby okazało się że nieznajomy książę szczerze kocha Aurorę, która widział raptem raz w życiu! Zastanówmy się co jest prawdziwsze, silniejsze i szczersze? Miłość zrodzona z nienawiści czy z popędu i pożądania? Miłość od pierwszego wejrzenia? Chyba nie muszę odpowiadać... Oczywiście,że uczucie zrodzone z plątaniny najsilniejszych i najtrwalszych emocji ludzkich wygrywa. Nienawiść i miłość potrafią być mocno zakorzenione w ludzkim sercu i rozumie. Popęd jest chwilowy i nie świadczy jeszcze o miłości, ale raczej o zauroczeniu... potem może się utrwalić, nie mówię, że nie. Jednak z początku nie ma siły i na pewno nie jest trwały.

Fantastyczna historia pokazująca, że każdy ma wady i właściwie nikt nie jest tylko zły, ani tylko dobry. Miłość może zmienić się w zawiść, z której może narodzić się nowa miłość. Strach może przerodzić się pasję i paranoje, a młodość choć niewinna, jest też naiwna.

Zapraszam na "Czarownicę" - choć to film dla rodzin z dziećmi nie braknie w nim jak widać ponadczasowych przesłań. Czasem warto wybrać się na bajkę i spojrzeć na nią oczami bardziej doświadczonego dorosłego, można wtedy dostrzec naprawdę wiele... Ale czy to zwykła bajka? 

Odpowiedź na to pytanie pozostawię Wam. Bo przecież zdradziłam tylko kawałek historii... I nie obiecuję, że jest on prawdziwy ;).


niedziela, 16 marca 2014

"...a kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei..."

"Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucone na szaniec!"

tytuł: "Kamienie na szaniec"
gatunek: Dramat Wojenny
produkcja:  Polska
reżyseria: Robert Gliński
scenariusz: Dominik W. Rettinger, Wojciech Pałys
Film na podstawie książki: "Kamienie na szaniec"

Na początku filmu jesteśmy zaskoczeni mocną rockową muzyką towarzyszącą scenom, które przedstawiają akcje Małego Sabotażu, a mianowicie zagazowywanie kin, wybijanie szyb, zrywanie niemieckich i wieszanie polskich flag, bicie i uciekanie od niemieckich patroli. Potem, dość szybko, przechodzimy do porwania Rudego oraz do planu i realizacji akcji pod Arsenałem. Historia kończy się tak jak w książce: śmiercią ostatniego z bohaterskiej trójki - Zośki. Film moim zdaniem przedstawia po prostu honorowe umieranie za ojczyznę, ale czy tylko?

WEDŁUG MNIE:
Wielu historyków oraz szczególnie "Radio Maryja" uznały tą produkcję za haniebną, bezczelną i kompletnie nieautentyczną. Czyżby? Zauważmy, że chłopcy z pokolenia kolumbów w czasie wojny sami chętnie sięgali po broń! Oni chcieli walczyć! Oczywiście chęć ta wynikała z pięknych wartości, ale nie są one istotne w tym przypadku. Bałam się, sugerując okropnym plakatem (na którym widzimy trzy ulizane panienki z rozwianymi kurteczkami i dopisek o uwodzicielskiej, a więc kompletnie nie walecznej, muzyce Podsiadło), bałam się że będzie to słodka bajeczka o trzech wartościach które umocniły się w naszej historii: "bóg, honor, ojczyzna". Jasne, to piękna ideologia, ale przecież byli ludzie którzy znali te wartości, a podporządkowali się, nie wychylali z tłumu, a czasem nawet zdradzali swój naród. Ci, o których mowa w filmie i książce, skoro z własnej woli chwycili za broń musieli mieć silny charakter. To nie mogły być grzeczniutkie chłopaczki TYLKO do różańca. Oprócz pięknych wartości musieli mieć we krwi bojowość i, myślicie co chcecie, ale też trochę brutalności. Dlatego podoba mi się pierwsza scena z tą rockową melodią. Podoba mi się że chłopcy przeklinają całą tą wojnę i nieraz tracą szacunek nawet do przywódców wojska polskiego podziemia. Uprawiają "niechlubne wyczyny" z dziewczynami pod nieobecność rodziców i zamieszkują razem z nimi, gdy muszą się ukryć. Oni się "naparzali" i mordowali, poświęcali życie swoje, ale też przyjaciół i rodzin. Byli nieustraszeni. Gratuluję więc twórcom filmu bo dali mi dokładnie to czego oczekiwałam. Dość brutalną prawdę o chłopcach Szarych Szeregów (która, podkreślam, nie wyklucza pięknych wartości, te również są wyszczególnione).



Co więcej? Bardziej technicznie.
Bałam się bardzo, że ten film sprawi iż uczniowie (i tak już niechętni do lektur) nie przeczytają książki. Pójdą na film i to im wystarczy. Jako miłośniczkę i pasjonatkę literatury ta myśl boli mnie potwornie. Aczkolwiek tu znajduję kolejny plus tej produkcji! Film skupia się na Akcji pod Arsenałem, która przecież stanowi jedynie jeden rozdział książki. Reszta jest króciutko streszczona w jakiś piętnastu minutach filmu. Zaś 1939 rok, niewinni i nieświadomi harcerze oraz początek wojny są kompletnie pominięte. Na początku mnie to zdziwiło i trochę zasmuciło, ale przecież to wyklucza sytuację, o której mówiłam na początku tego akapitu. Uczniowie nie mogą zdać się jedynie na film ponieważ nie zastępuje on książki. Ponad to reżyser skupia się na innych postaciach. Kompletnie pomija Alka, który w książce przecież przodował, za to wyróżnia Rudego i Zośkę. To wszystko oraz kwestia z pierwszego akapitu sprawiają że film przedstawia tą samą historią co w książce, ale w zupełnie inny sposób. Jest to całkowicie inne spojrzenie. Dlatego myślę, że nauczyciele mogliby pokazać swoim uczniom, podczas omawiania książki, ten film i przedyskutować te dwie wizje, ich różnice oraz wartości.

REASUMUJĄC: Wbrew pozorom i moim pierwszym obiekcjom ten film jest miło zaskakującą niespodzianką. Oceniam go na szóstkę z plusem bo pokazał dokładnie to czego chciałam, a czego się nie spodziewałam. A by potwierdzić i przekonać Was do mojego zdania na temat charakteru młodych żołnierzy AK poniżej zamieszczam Wam dwie piosenki z płyty "Powstanie Warszawskie" autorstwa Lao Che. Moim zdaniem to ukazuje prawdziwy charakter wojny. Brutalnej wojny, której przyświecała myśl "z Bogiem, z honorem i dla ojczyzny".


Na tym polega niezwykłość pokolenia kolumbów. Walczyli, ale w wyniku zdrowych, pięknych powódek. Łączyli odwagę z honorem, męstwo z braterstwem, siłę z wiarą...

poniedziałek, 3 marca 2014

"Trzy metry nad niebem", gdzie "tylko ciebie chcę"


"Trzy metry nad niebem"
gatunek: melodramat
produkcja: Hiszpania
reżyseriaFernando González Molina
scenariuszRamón Salazar

Film przedstawia historię młodego chłopaka - Hache, który jest osobą szaloną i nieposkromioną, a co gorsza nadpobudliwą. Bohater ma na swoim koncie wyrok za pobicie (na szczęście w zawiasach), ale nie rezygnuje z ryzyka. Ściga się w nielegalnych zawodach motorowych, nie unika kłopotów i rozbojów. Pewnego razu jednak, poznaje dziewczynę z zupełnie innego środowiska - Babi. Młoda panna pochodzi z kulturalnego domu z zasadami. Dobrze wychowana i ułożona. Jest ona jednak świadkiem bójki Hache, w wyniku której chłopak dostaje wezwanie do sądu, a skoro ma on zawiasy to nie może sobie pozwolić na kolejny wyrok. Informuje Babi, że rozkocha ją w sobie, tak by zmieniła zeznania i go kryła. Oboje jednak nie spodziewają się że mogłoby się między nimi rozwinąć jakiekolwiek uczucie. Dziewczynę pociąga tajemniczy znajomy i spotyka się z nim. I tak oto wbrew wszelkim przypuszczeniom rodzi się między nimi miłość, bardzo głęboka i poważna. 
Czy jednak te dwa różne światy można pogodzić? Buntownik i księżniczka? I czy ryzyko zawsze popłaca? Jak to niektórzy określają jest to współczesna historia Romea i Julii - zakazana miłość smakuje najlepiej, ale czy jest najzdrowsza?
Film ukazuje też jak bardzo potrafią nas zmienić inni ludzie.


"Tylko ciebie chcę" - to kolejna część wyżej opisanego filmu, miałam ogromną przyjemność mogąc obejrzeć obie ekranizacje pod rząd. Ta historia jest już jednak zupełnie inna. Przedstawia rzeczywistość kilka lat później. Wszystko się zmieniło. Otoczenie i ludzie. 
Czy to jednak oznacza, że nie można powrócić do przeszłości? Czy to co najlepsze zdarza się tylko raz?


Serdecznie polecam zapoznanie się z tą jedną wielką opowieścią o miłości. Być może znajdziecie dzięki niej odpowiedzi na te wszystkie ponadczasowe pytania, które zadałam. Mam nadzieję, że tak jak mnie ta historia poruszy Was do głębi.







poniedziałek, 9 grudnia 2013

Sex Story

"Sex Story"
Oryginalny tytuł: "No strings attached" - bez żadnych zobowiązań
gatunek: Komedia romantyczna
produkcja: USA
reżyseria: Ivan Reitman
scenariusz: Elizabeth Meriwether

O FILMIE
Dawni znajomi -Emma i Adam - spotykają się po latach. Dorośli, zabiegani, osaczeni różnymi swoimi problemami i smutkami zbliżają się do siebie. Główna bohaterka jednak panicznie boi się związków, dlatego oboje decydują się na seks bez zobowiązań. Od tej pory są przyjaciółmi do łóżka. Jednak dogadują się aż za dobrze, a z czasem zaczyna między nimi iskrzyć... Pytanie, kto pierwszy odważy się złamać układ, w jaki sposób i co z tego wyniknie?


Chciałabym Wam dziś gorąco polecić świetną komedię romantyczną. Ten film ma wszystko czego potrzeba temu gatunkowi. Jest zabawny, lekki, uroczy i wzruszający, a na dodatek ma fantastycznych (ładnych, młodych i dobrych w swoim zawodzie) głównych  aktorów: Natalie Portman i Ashtona Kutcher'a. Serdecznie polecam, szczególnie na romantyczny wieczór z chłopakiem, czy dziewczyną, choć nadaje się on na każdą okazję :)


PS Ten zwiastun idealnie podsumowuje film, brakuje w nim tylko "składanki na okres", ale to już zoabczycie sami ;)

poniedziałek, 14 października 2013

"Posłuszna"

"3096 dni"
gatunek: Dramat
reżyseria: Sherry Hormann
scenariusz: Peter Reichard, Bernd Eichinger, Ruth Toma


O filmie
Prawdziwa historia Nataschy Kampusch, powstała na podstawie jej autobiografii. Dziesięcioletnia dziewczynka zostaje porwana przez mężczyznę starszego od niej o 25 lat i zamknięta w jego piwnicy o pięciu metrach kwadratowych. O dziwo porywacz nie chce okupu, chce po prostu posiadać dziewczynkę. Jej więzienie przygotowywane było od dawien dawna. Jest sterylne, ma łóżko i toaletkę, ale jednocześnie wiodąca tam droga jest w kilku miejscach zabezpieczona blachami, szafkami, deskami... Miejsce niemożliwe do odkrycia i tak starannie przygotowane jakby jego mieszkaniec miał tam pozostać na baardzo długo. I tak właśnie jest. Natascha pozostaje tam tytułowe 3096 dni, czyli ponad 8 lat!! W tym czasie jest zastraszana, bita i gwałcona przez Wolfganga. Jednak dziewczyna wychodziła na zewnątrz. Mieszkała ze swoim porywaczem w jego domu "na górze". Jadała z nim w jego kuchni, myła się w jego łazience, spała z nim w jednym łóżku a nawet wychodziła na podwórko. Miała styczność z innymi ludźmi! Okazja by uciec nadarzała się wiele razy, ale w głowie pobrzmiewały jej tylko słowa "masz być POSŁUSZNA"...

Niesamowicie wzruszająca i przerażająca historia silnej Nataschy Kampusch, która powinna być przestrogą dla każdego.

Informacje:
Natascha Kampusch (ur. 17 lutego 1988 w Wiedniu) – Austriaczka uprowadzona w dniu 2 marca 1998 roku przez Wolfganga Priklopila, który w latach 1998-2006 przetrzymywał ją i gwałcił w swojej willi na przedmieściach Wiednia. Uciekła dopiero 23 sierpnia 2006 roku. Podczas wywiadu z Ewą Drzyzgą w rozmowach w toku mówiła o przebaczeniu, które odnalazła w sobie dla swojego oprawcy. Nikt nie spodziewał się że nastolatka okaże się tak niesamowicie inteligentną i kochającą osobą, pozbawioną nienawiści i chęci zemsty. Natascha mówi nawet o współczuciu i zrozumieniu dla Wolfganga, mimo tych wszystkich okrucieństw, których od niego doświadczyła. Gdy mogła go zabić (udusić w czasie snu, zadźgać wielkim ostrym nożem w czasie posiłków lub wylać na twarz gorący olej) nie robiła tego bo wiedziała, ze piętno mordercy jeszcze bardziej zniszczy jej życie.
Drzyzga o Nataschy - (nagranie)
Trochę o Nataschy - (tekst)


To przebaczenie dało jej siłę.

sobota, 28 września 2013

Percy Jackson

"Percy Jackson: Morze potworów"
gatunek: Familijny, Fantasy, Przygodowy
reżyseria: Thor Freudenthal
scenariusz: Marc Guggenheim

O FILMIE:
W kinach pojawiła się już kolejna część filmów z serii Percy Jackson i zdecydowanie mogę ją Wam polecić. Tytułowy bohater, odczytawszy przerażającą przepowiednie, po raz kolejny musi się zmagać ze zbuntowanym nastoletnim półbogiem, synem Hermesa, Lukiem. Wraz z przyjaciółmi wyrusza on w niebezpieczną podróż na morze potworów po złote runo, potrzebne do odratowania obozu półbogów. Niestety tą samą rzecz chce zdobyć Luke by wskrzesić okrutnego i potężnego Kronosa i z jego pomocą zniszczyć Olimp, a ty samym całą ludzkość. Zgodnie z przepowiednią wszystko teraz zależy od Percy'ego. Czy uda mu się uratować świat? Czy nie okaże się tylko jednorazowym bohaterem z przypadku?

Tak jak pierwsza część, ta również zadowala widza świetnymi efektami. Ponad to zabiera go w zachwycającą i porywającą podróż. Współczesna przygoda w świecie mitów to świetny pomysł na wieczór z kinem dla rodzin, osób gustujących w filmach przygodowych i wszystkich pragnących świetnej rozrywki. To opowieść nie tylko o odwadze, ale też o mocy przyjaźni, o wierze w samego siebie i o tolerancji.


wtorek, 17 września 2013

O tym co uleciało w nieulotnym

"Nieulotne"
gatunek: Dramat społeczny
reżyseria i scenariusz: Jacek Borcuch

O FILMIE:
Film opowiada historię młodej pary: Michała i Kariny, którzy przeżywają namiętny romans w słonecznej Hiszpanii, gdzie zarabiają na studia. Jednak słodkie dni miłości i szalonej zabawy przerywa tragedia. Michał, będący z zamiłowania nurkiem, pewnego dnia zostaje przyłapany na wykonywaniu owej czynności w prywatnym zbiorniku wodnym przez właściciela tego miejsca. Dochodzi do sprzeczki mężczyzn. Michał zachowuje się bardzo impulsywnie i nieprzemyślanie, w wyniku czego właściciel zbiornika umiera. Michał nie radząc sobie z tragedią wraca do burej, szarej Polski, po jakimś czasie dołącza do niego Karina. Teraz oboje zaczynają się zmagać z trudami dorosłego, studenckiego życia i konsekwencjami swoich czynów i wyborów. W tym momencie filmu następuje niesamowity kontrast, ponieważ moment ten jest metaforą utraty dzieciństwa. Wraz z powrotem do kraju, nasi bohaterowie spotykają się z trudami dorosłego życia. Słodka sielanka staje się czymś odległym i raptem już nieosiągalnym. 

Pierwsza część filmu zapowiada się wspaniale. Złociste kolory, młode, piękne zakochane w sobie postacie. Natomiast druga część jest, zapewne zgodnie z zamierzeniami J. Borcucha, koszmarna, tylko niestety chyba nie w takim znaczeniu jakim by chciał. Ciemne barwy, choć idealnie podkreślają metaforę, według mnie w tak dużej ilości przytłaczają. Największą, jednak i całkowicie niezaprzeczalną wadą tego filmu są krótkie i bardzo często zmieniające się sceny pozbawione jakichkolwiek dialogów. Na ekranie wyświetlają się nawet niepowiązane ze sobą obrazki, bez jakichkolwiek wyjaśnień. Po obejrzeniu filmu, wszystkim na myśl nasuwa się popularne pytanie: "ale o co chodzi?!" Nie rozumiem, dlaczego J. Borcuch umieścił w filmie scenę, gdzie Karina huśta się na huśtawce i patrzy w niebo lub gdzie siedzi w poczekalni do lekarza i patrzy w ścianę. Po co scena, gdzie Michał uśmiecha się do kamery przez dwie minuty i nie robi nic poza tym? Te sceny ukazujące emocje bohaterów miałyby sens, ale nie w takiej kompozycji! Nie w filmie i tak już całkiem pozbawionym dialogów. No cóż. Przyszedł czas, kiedy na Pozytywce pojawia się niepozytywna recenzja... Nie polecam tego filmu i ciesze się, że jednak nie znalazłam czasu, by pójść na niego do kina. Nie zrozumiałam nawet zakończenia filmu, które oczywiście pozostało niewyjaśnione wprost. Jak wszystko w tym filmie reżyser pozostawił je domysłom widzów. 

Jakub Gierszał (grający w filmie Michała) tytuł filmu tłumaczy tak:  "Ulotne jest w życiu wszystko to, co chcielibyśmy zatrzymać a szybko mija. Nieulotne jest to, co pozostaje jako konsekwencja, jakiś dodatek do wcześniejszych wyborów czy czynów. Raczej balast." Mi jednak na myśl przychodzi skojarzenie: Autorowi filmu "Nieulotne" ewidentnie coś w tym filmie uleciało. Niestety, fantastyczna zapowiedź i ekipa (w filmie główne role grają bowiem: wyżej wspomniany Jakub Gierszał, słynny z "Sali Samobójców" i Magda Berus, słynna z filmu "Bejbi Blues") nie są warte tej produkcji.

By jednak zakończyć optymistycznym akcentem, stwierdzam, że dostrzegłam to zagubione gdzieś, bardzo metaforyczne przesłanie. Młodość faktycznie przemija, a konsekwencje nieodpowiedzialnych czynów zostają na zawsze. Zabawa i radość nie jest wieczna, a o miłość trzeba walczyć i dbać. 


poniedziałek, 9 września 2013

Impossible

"Niemożliwe" ("The Impossible")
gatunek: Katastroficzny; dramat
reżyseria: Juan Antonio Bayona
scenariusz: Sergio G. Sánchez
PRAWDZIWA HISTORIA.

O filmie:
Film o przerażającej katastrofie jaka wydarzyła się w 2004 roku. O potwornej tragedii wielu rodzin. I wreszcie o nad wyraz wzruszającej współpracy ludzi, o ich jednoczeniu się w niegasnącej walce o życie swoje i bliskich. O siłach rodzinnych więzów.
Film ten przedstawia historię autentycznej rodziny, która przyjechała do Tajlandii na wakacje. Wypoczywają oni w drogim kurorcie świetnie się bawiąc gdy raptem sielankę przerywają wezbrany wiatr, odlatujące ptaki i wreszcie Tsunami. Dotychczasowe życie tych i wielu innych ludzi zabiera piekielna słona fala śmierci. Kto przeżył uderzenie musi walczyć o życie. Odnaleźć schronienie i ratunek. Czasu jest tyle ile krwi w człowieku, a tej jest coraz mniej... wypływa ona bowiem z ciał do piekielnej wody by zabrać kolejne życia...

Film ten wstrząśnie każdym. Czy twardy od zewnątrz, czy od wewnątrz, emocje wezmą górę. Czy istnieje bowiem coś bardziej rozpaczliwego od przeraźliwego nawoływania matki przez syna i na odwrót? Bardziej wzruszającego niż wołanie trzech braci, którzy odnaleźli się żywi po tak ogromnej tragedii? Bardziej potwornego niż rozpacz po utracie rodziny? I... poszukiwanie ukochanych wśród gnijących worów z trupami ...  lub w błocie po kostki, w błocie pełnym zabitego życia?



wtorek, 19 marca 2013

Tajemnica Białego Anioła

Czas na serial biograficzny, który obejrzało już ponad 6 milionów Polaków.

tytuł: Anna German. Tajemnica Białego Anioła
gatunek: serial biograficzny; dramat
emisja: na programie TVP1, w piątki o godzinie 20.05
liczba odcinków: 10
w roli głównej: Joanna Moro
w serialu wykorzystano piosenki śpiewane przez Anne German.

Serial opowiada o burzliwym życiu słynnej piosenkarki Anny German za czasów wojny i późniejszych lat. Wszyscy, gdzie się nie obejrzę oglądają Annę German, wszystkie ciotki na nim płaczą. Łącznie ze mną :). Serial jest dobitnie wzruszający i realny. Ukazuje prawdziwe, okropne życie w czasach wojny, nie upiększone, ale też nie przesadnie skrzywione. Prawdziwe historie, o niegasnącej nadziei wśród łez i strat, o walce o życie na ruinach rodzin, o miłości w nienawiści. O świecie pełnym nieposkromionej wiary idącej naprzeciw wszelkim potęgującym się cierpieniom. Prawdziwy, bo w końcu biograficzny (i to w sumie daje największą gwarancję wysokiej jakości i wartości serialu).
I po raz kolejny mam przyjemność powiedzieć: to prawdziwy dar, że żyjemy w wolnej Polsce.
Zachęcam do oglądania i uwierzcie piszę tu tylko o rzeczach naprawdę wartościowych i tych które według mnie szczególnie zasłużyły na to wyróżnienie c:


środa, 27 lutego 2013

Wiosenne popołudnia z telewizją

Ruszyliśmy z nowymi sezonami ukochanych seriali! I tak oto przedstawiam wam plan dla tvn (mam na myśli tylko nowe sezony popularnych seriali):
xfactor - sobota, 20.00
surowi rodzice - niedziela, 20.00
Przepis na życie - niedziela, 21.00
Lekarze - poniedziałek, 21.30
Prawo Agaty - wtorek, 21.30

Nadchodzi wiosna, to słychać, widać i czuć :). Jest cieplej, ptaki śpiewają, powietrze pachnie świeżo. Kocham to! W telewizji jak widać również zaczęła się wiosna. Już niedługo, jeszcze tylko trochę... Doczekamy się. Co prawda jest wciąż biało i mimo wszystko zimno, ale pozytywnie. Pozytywnie - to idealne określenie. Przyjemnie i optymistycznie. Przypomniała mi się piosenka Grechuty "wiosna, wiosna, wiosna ach to ty!" Ale na nią przyjdzie jeszcze czas. Dziś "Use somebody", lekcje i gitara. Miłego popołudnia :)


niedziela, 27 stycznia 2013

"Życie Pi"

tytuł: "Życie Pi"
gatunek: dramat, przygodowy
reżyseria: Ang Lee
scenariusz: David Magee
Na podstawie powieści Yanna Martela "Życie Pi".
11 oscarowych nominacji.

Film wysokiej rangi, z najwyższej półki.
Piękny pod każdym względem. Majstersztyk.
Opowieść o Bogu i podróży wgłąb siebie. O walce o życie. Film z głębią i dobitnie uderzającym przesłaniem o nadziei i wierze.
Osobiście jestem w szoku. Pod wpływem nieustających emocji nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć. Słowa i myśli mi się plączą. Każde wyrażenie traci sens gdy próbuję nim opisać doskonałość tego widowiska. Każde słowo, każde zdanie wydaje mi się płytkie i nic nie warte na tle tak niesamowitej przygody. Zwyczajnie brak słów. Mój braciszek stwierdził: "Nie do opowiedzenia". I faktycznie - tego nie da się opisać. Po prostu idźcie i oglądajcie. Nic dodać nic ująć.

"Życie Pi" - niesamowita i niepowtarzalna historia zamknięta w dopracowanej na ostatni guzik produkcji, najwyższych lotów. Żadne słowo nie odda perfekcyjności tego połączenia.


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Bejbi Blues, czyli kilka gorzkich słów o życiu.

Tytuł: Bejbi Blues
Gatunek: Dramat obyczajowy
Reżyseria i scenariusz: Katarzyna Rosłaniec

Film opowiada o siedemnastoletniej matce -Natalii, która czuje się niekochana, dlatego "produkuje" sobie dziecko. Mama jej nie kocha, chłopak też nie. Dziecko jest kimś kogo można kochać bezwarunkowo i kto również tak samo kocha. Poza tym z dzieckiem fajnie się wygląda. W ten sposób Natalia zostaje mamusią, a jej rodzicielka wymięka i po prostu ucieka. Tak oto zaczyna się dramat malutkiego Antosia. Główna bohaterka jest młoda i potrzebuje pomocy. Mimo że specjalnie i świadomie postawiła się w takiej sytuacji, jest wciąż po prostu nastolatką, która chciałaby się bawić. Spotyka ludzi, którzy jej przypominają ile tak naprawdę ma ona lat. Dziewczyna gubi się, traci kontrolę, co niesie ze sobą tragiczne skutki.

Jeżeli ktoś twierdzi że film jest idiotyczny, bo główni bohaterzy zachowują się niedorzecznie to nie powinien iść na dramaty. "Sala samobójców" też na pewno mu się nie spodobała, bo "debil się zabił". A ja was rozczaruję: TAKIE JEST ŻYCIE! Życie  jest brutalne i kręte. Jeżeli uważasz, że takie zachowania są głupie - to dobrze, masz odpowiednie priorytety, wspaniale. Niektórzy znają siebie doskonale i są pewni że wiedzieliby jak się zachowają w każdej sytuacji. Niestety są w błędzie. Nikt nie wie jakby się zachował w obliczu śmierci, choroby, gwałtu, napadu... Nikt nie wie co by czuł gdyby się dowiedział, że siostra której tak bardzo nienawidzi, umarła, bo jechała roztrzęsiona po wspólnej kłótni. Naprawdę nie wierzę, że takowa osoba cieszyłaby się nad jej grobem, choć tego się spodziewała.... ŻYCIE JEST NIEOBLICZALNE I BRUTALNE. NIE JEST KOMEDIĄ. NIE ISTNIEJĄ NIESKAZITELNE KSIĘŻNICZKI I KSIĄŻĘTA. A powyższy film ukazuje właśnie życie. Zresztą na pewno każdy słyszał, że jest to film na faktach autentycznych. Istnieją idiotki i debile. Istnieją też choroby i śmierć. A takich przypadków jak ten w filmie jest dużo więcej niż jeden. Autorka chciała otworzyć oczy tym, którzy twierdzą, że życie jest proste i łatwe, bo wcale takie nie jest. Naprawdę nie trzeba daleko szukać narkomanów i nastolatków uprawiających seks - a czy to są mądre idealne osoby? A czy ty jesteś idealny?

BEJBI BLUES - GORZKA PRAWDA O ŻYCIU


piątek, 9 listopada 2012

Iron Man 1

reżyseria: Jon Favreau
scenariusz: Hawk Ostby, Mark Fergus, Art Marcum, Matthew Hollaway
gatunek: Akcja Sci-Fi
produkcja: USA


Milioner i genialny wynalazca - Tony Stark - szef Stark Industries -głównego dostawcy broni dla rządu USA zostaje porwany przez rebeliantów i zmuszony do skonstruowania dla nich najnowszej swojej broni. Nie zwraca on jednak uwagi na niebezpieczeństwo i podstępem zamiast broni buduje specjalny skafander - zbroję, dzięki której może uciec. Po powrocie do domu okazuje się, że podczas niewoli przeszedł przemianę i z egoistycznego drania zmienia się w kogoś kto nie zamierza zmarnować swojej szansy jaką dostał od losu. Chce zacząć od wprowadzenia niemałych zmian dotyczących swojej firmy. Spotka się jednak z dużymi przeciwnościami, do których pokonania niezbędny będzie jego nowy (udoskonalony) wynalazek... 

Film idealny na piątkowy wieczór, szczególnie ten z młodszym braciszkiem. Bardzo mi się podobał. Naprawdę kawał dobrej roboty, który zresztą POLECAM !!





wtorek, 3 lipca 2012

Królewna Śnieżka i Łowca

Film, który obecnie leci w kinach to geniusz twórców Alicji w Krainie czarów.
Bardzo ciekawa i zaskakująca fabuła. Niesamowita animacja i efekty. Wspaniali i znani aktorzy, między innymi: "zmierzchowa" Bella (Kristen Stewart) oraz komiksowy Thor (Chris Hemsworth).

Historia o Śnieżce - młodej dziewczynie, która ma za zadanie wyzwolić świat spod niewolniczych i okrutnych rządów nieśmiertelnej Ravenny.
Po której stronie opowie się wyznaczony łowca? Kto okaże się wrogiem, a kto pozostanie sprzymierzeńcem? Czas na ostateczną walkę dobroć i miłość, nadzieja i odwaga vs. magia, nienawiść, nikczemność, okrucieństwo i egoizm!

Dla bardziej ciekawskich zamieszczam opis prosto z FILMWEB'u :

"Dawno, dawno temu, w odległej krainie żyła zła królowa, która poleciła swemu myśliwemu zgładzić jedyną niewiastę piękniejszą od niej samej. Nie spodziewała się jednak, że podwładny sprzeciwi się jej rozkazom i zamiast zabić Królewnę Śnieżkę… nauczy ją sztuki wojny. Niezwykłe nowe wcielenie legendarnej baśni autorstwa Joe Rotha. Jedna z najbardziej oczekiwanych premier roku."

Jak najbardziej polecam :).
Jeśli chodzi o zwiastuny, to żaden z nich do mnie nie przemawia. Jest jednak jeden filmik
(teledysk), który każdego zachęca i przekonuje do tego filmu. Jest to teledysk do znanej już wam z poprzednich postów piosenki Florence & the Machine - Breath of life.
Oto ona:


I tradycyjny zwiastun:


PS: Jeśli chodzi o inne posty o filmach to w kolejce czekają filmy z maratonu filmowego, który kilka tygodni temu zorganizowałyśmy sobie z mamą. Są to Spadkobiercy, Róża, Pogorzelisko. Szczególnie te dwa pierwsze. Mam nadzieję że uda mi się coś o nich napisać, ale tak czy siak te filmy są rzecz jasna warte obejrzenia. Niesamowite i wyjątkowe. Serdecznie polecam!!!
 PS2: Jutro wylatujemy do Bułgarii. Powrót - 19 lipca. Nie spodziewajcie się więc w tym czasie nowych postów. Jak wrócę to nadrobię. Pozdrawiam :)

środa, 16 maja 2012

Najciekawsze kanały z Youtube

Oczywiście doskonale znany wszystkim Niekryty Krytyk to podstawa. Kochany komik, sprawie że moje  życie jest ciekawsze i weselsze. Wystarczy że wrzucicie jego pseudonim na Youtube, a znajdziecie jego najlepsze odcinki. Jako przykładowy wrzucam jego ostatni (o Maka-Paka), który mnie powalił!!

Chciałam się jednak skupić na czym innym. Ostatnio bowiem zaczęłam nadrabiać moje zaległości  (Niekrytego Krytyka widziałam już wszystkie odcinki) dotyczące innych kanałów, niż wyżej wymieniony :).  Otóż zaciekawiła mnie Matura to Bzdura. Naprawdę świetne! Oto dwa moje ulubione odcinki:

Polecam i miłego oglądania : )